Przejdź do treści

Ebook Piszący te słowa jest pracownikiem gettowej instytucji... — Monika Polit

24,93 zł
Darmowa dostawa
erli.pl Zobacz w sklepie

Opis

Piszący te słowa jest pracownikiem gettowej instytucji...

SzczegółyAutor: Monika Polit, Józef ZelkowiczRedakcja: Monika PolitWydawnictwo: Centrum Badań nad Zagładą ŻydówEAN: 9788363444709ISBN: 978-83-63444-70-9ISBN wydania papierowego: 978-83-63444-69-3Rok wydania: 2020Miejsce wydania: WarszawaWydanie: 1Język: polskiLiczba stron: 292Formaty plików: EPUB, MOBIRozmiar pliku: EPUB: 2,4 MB · MOBI: 6,2 MBZabezpieczenie: Znak wodny (watermark)Słowa kluczowe: stosunki polsko-żydowskie, Holokaust, Holocaust, Zagłada, zagłada Żydów, Żydzi, Łódź, getto łódzkie, Mordechaj Chaim Rumkowski, getto, Litzmanstadt, ghetto Litzmanstadt, Chełmno nad Nerem, polscy Żydzi, Biblioteka Świadectw ZagładyPrzedwojenny dziennikarz i folklorysta Józef Zelkowicz (1898–1944), zatrudniony w Wydziale Archiwum Przełożonego Starszeństwa Żydów w łódzkim getcie, przez cztery lata wraz z kilkoma innymi ludźmi pióra sporządzał propagandowy „Biuletyn Kroniki Codziennej”. Po godzinach notował to, czego nie wolno mu było oficjalnie krytykować, potępiać, a niejednokrotnie nawet zapisywać. W scenkach rodzajowych, felietonach, obrazkach literackich i reportażach, wśród których szczególne miejsce zajmują Tamte straszne dni – relacja z wielkiej akcji deportacyjnej do ośrodka zagłady w Chełmnie nad Nerem, kreślił ponurą beznadziejność sytuacji ludzi odciętych od świata i stopniowo wyniszczanych. Z ironią, często przechodzącą w sarkazm, obnażał szkodliwość i złudność rzekomo rewolucyjnych i racjonalizatorskich inicjatyw żydowskich władz. Drwił z pompatycznej pustki ich komunikatów lub wprost oskarżał gettowy system protekcji, przestępcze działania poszczególnych dygnitarzy oraz służb, takich jak żydowska policja, biała gwardia czy strażacy.„«Protekcja» – tak to się nazywa w getcie. «Protekcją» są w kuchni wszyscy, począwszy od kierownika i gospodyni, skończywszy na obierającej kartofle i woźnym. Skinienie głowy któregoś z nich w kierunku «pani wydzielaczki» jest bezcenne… Każdy taki znak gwarantuje, że miskę protegowanego konsumenta wypełni większa i nieco gęstsza porcja zupy…

Jeśli w kuchni «protekcją» są zarówno etatowi, jak i wszelcy inni współpracownicy, to rzecz jasna jest nią pani wydzielaczka! A jakże, to wpływowa persona! W garści trzyma przecież nie tylko chochlę, ale i konsumenta, który jest dla niej niczym glina dla garncarza – jeśli wydzielaczka zechce, uczyni życie gettowego obywatela szczęśliwym i radosnym. Dostanie on bowiem dużą i gęstą zupę, która będzie mu aż ciekła po brodzie… A jeśli, uchowaj Boże, wydzielaczka nie zechce, biada mu! W swojej misce ujrzy dno i dostanie jedynie ochłap, którego w normalnych czasach i świnia by nie tknęła… Wobec tego nie dziwi, że znajomość z panią wydzielaczką jest jednym z najbardziej pożądanych i chodliwych artykułów w getcie”.